Artykuly
19 listopada 2014

Jak i gdzie napełniać się Miłością, czyli gdzie zatankować paliwo życia?

share
by Holy Mary Team - 0 Comments
Jak i gdzie napełniać się Miłością, czyli gdzie zatankować paliwo życia?

Jak i gdzie napełniać się Miłością, czyli gdzie zatankować paliwo życia.

 Prawdopodobnie czytasz teraz ten tekst, bo… masz dość tekstów o miłości. Tak, tak znudziły Ci się już wszystkie banały, najchętniej przyłożyłbyś każdemu, kto zaczyna gadać, pisać, może śpiewać albo kręcić filmy o miłości… Ile można? W kółko to samo, a miłości – wcale nie czuć, żeby było jej więcej. Wręcz przeciwnie. Każdy kolejny akt ku jej czci, wydaje się spłycać „to coś”, co w całej swojej nieuchwytności, najbardziej pociąga i sprawia, że tej miłości tak bardzo potrzebujemy.

To jak to w końcu jest z tą miłością? Skąd się ją bierze? Jest jakaś stacja, na której można zatankować? Jakieś niewyczerpane źródło, z którego każdy dowolnie może w nieograniczonej ilości, zawsze, kiedy tylko czuje taką potrzebę?

„Bóg jest Miłością”, „Bóg Cię kocha, nie łam się stary!” – jeśli znajdziecie kogoś, kogo te teksty, rzucane ot tak sobie, zupełnie bezrefleksyjnie, jak jakiś tani slogan reklamowy, nie irytują, nie wzbudzają złości, nie sprawiają, że piąte przykazanie Dekalogu zaczyna być mocno zachwiane, to wieniec chwały mu za to! Nie chodzi o to, że te zdanie są nieprawdziwe. Wręcz przeciwnie!

Jeśli byłeś kiedykolwiek zakochany, albo już kochałeś (a śmiem przypuszczać, że na pewno tak), to baaardzo chciałeś, żeby ta kochana osoba czuła się naprawdę kochana. A więc starałeś się o to, by dawać jej tę miłość. I logiczne jest, że nie mógłbyś jej dać czegoś, czego sam wcześniej nie posiadałeś, czym sam nie byłeś napełniony.

Szukałeś więc czegoś, co sprawi, że będziesz pięknym człowiekiem, bo piękno przyciąga i rozbudza w człowieku to, co w nim najlepsze. Chciałeś być nie tylko atrakcyjny zewnętrznie, bo to tylko etykietka, i choć jest ważna, to nie zawsze kryje za sobą coś głębszego; a więc posuwałeś się dalej – do piękna swojego intelektu, swoich postaw, zachowań, uczuć, słów… A więc – musiałeś wysilić się na trud poszukiwania i podjęcia bardzo konkretnej pracy nad sobą.

Jasną rzeczą jest, że chcesz przebywać z kochaną osobą i poznawać ją coraz bardziej, każdego dnia, bez przerwy, bo każdy stracony dzień zdaje się zionąć pustką… Chcemy poznawać tego, kogo kochamy, bo to rodzi miłość. A żeby poznawać, nie wystarczą całonocne sms-y… Nie zastąpią autentycznego spotkania dwojga kochających się osób.

Pan Bóg, daje nam się poznawać w swoim Słowie, w Piśmie Świętym. Niektórzy już dawno mocno je zapieczętowali i zamurowali na jakiejś najgłębszej półce, zarośniętej warstwami kurzu… Bo przecież jest tak bardzo niedzisiejsze, język zupełnie oderwany od współczesnej rzeczywistości, a uparty Pan Bóg jakoś nie chce wznowić wydania… Cóż mi przyjdzie z historii o patriarchach, prorokach, czy nawet apostołach? Co oni mogli wiedzieć o problemach XXI wieku? Zupełnie nic. Więc jaki sens do tego wracać? Czy jednak Pismo Św. to tylko książka opowiadająca historie sprzed tysiącleci? Jeśli by tak było, to mogłaby interesować co najwyżej historyków i miłośników starożytności. To nie jest zwykła książka. To Pismo przez Boga natchnione, to list, który zostawił Ci Pan Bóg, aby powiedzieć Ci tylko jedno: „kocham Cię i chcę, abyś był Mój!” Przyjrzyj się dobrze tym pradawnym historiom Starego Testamentu, a może zacznij od Nowego Testamentu, od narodzin, życia, śmierci i chwalebnego Zmartwychwstania Chrystusa. Ale przyjrzyj się im całym sercem, nie tylko wzrokiem. Widzisz w nich siebie? Może w skruszonym celniku, a może w pysznym faryzeuszu? Może w miłości Marii Magdaleny, a może w zdradzie Judasza? Nie jesteś przypadkiem ukrywającym się przed Bogiem Adamem albo negocjującym z Bogiem Mojżeszem? Z pewnością znajdziesz w którejś historii siebie. I zobaczysz, że niezależnie od tego, czy jesteś czarnym charakterem czy typem sprawiedliwego, Bóg mówi, że Cię kocha, że jesteś dla Niego bardzo ważny, wyjątkowy, że chce Cię napełnić swoją miłością, tylko jest jedno pytanie: czy Ty też tego chcesz? Bóg nie zniewoli Cię swoją Miłością. Chce odpowiedzi miłości, której można udzielić tylko w pełnej wolności.

W swojej ogromnej miłości, Bóg nieustannie chce spotykać się z nami, tak bardzo blisko, w Eucharystii i w innych sakramentach. Tyle miłości miłosiernej, przebaczającej pozostawił w sakramencie pokuty i pojednania. Pamiętasz kłótnię z ukochaną? Dobrze było długo zwlekać ze słowem „przepraszam”? Cierpieć w samotności i zastanawiać się, czy ona mnie jeszcze kocha? Trwać w obrazie, chorej dumie, a może w lęku, że nie zechce wybaczyć? To przecież katorga! Nie lepiej było od razu pójść, przyznać się do błędu, przeprosić? Pamiętasz, ile miłości wtedy się w was narodziło? Czy to nie było jak pierwszy dzień zakochania, kiedy chciało Ci się tańczyć, skakać i gwizdać, krzycząc całemu światu jaki jesteś szczęśliwy? Miałeś takie motylki w brzuchu po spowiedzi? Jeśli tak, to o to właśnie chodziło! Jeśli nie, jeśli odchodzisz od kratek konfesjonału nadal smutny i nieszczęśliwy, to warto zapytać się, dlaczego?  Takie samo pytanie warto postawić sobie po wyjściu z Eucharystii. Bo to nie jest jakiś jeden z wielu darów, które ma nam do zaoferowania Kościół. To dar najcenniejszy! A my, ot tak sobie, przechodzimy obok niego, szukając cudów, nadprzyrodzonych zjawisk, lekceważąc niepojęty, największy z cudów, jaki dokonuje się na wszystkich ołtarzach świata każdego dnia! Sam Bóg oddaje za Ciebie życie! Tak bardzo Cię kocha, do szaleństwa! Eucharystia to naprawdę wielka uczta Miłości, gdzie Ty też możesz napełnić się taką szaloną miłością  i to do sytości!

Gdy kochasz, to szukasz też wokół siebie miłości. Jesteś bardziej wrażliwy, bardziej otwarty i wyczulony na miłość. Zwłaszcza kobiety – słuchają piosenek o miłości, oglądają filmy o  miłości, chcą cały czas przebywać w atmosferze miłości. Oczywiście, ma to wymiar bardziej emocjonalny, zwłaszcza na etapie zakochania, ale wskazuje na to głębokie pragnienie serca – kochać, kochać, kochać… Taki klimat miłości, niewątpliwie zapewnia zapatrywanie się na tych, którzy bardzo kochają albo bardzo kochali… to mogą być bliscy, przyjaciele, znajomi, których życie nas zachwyca, bo promieniuje z nich ta siła, która nie może być niczym innym, jak właśnie miłością. O tym też przypominają święci! Po to Kościół wynosi niektórych na ołtarze, ogłasza publicznie, że są w Niebie, że możemy za ich wstawiennictwem zanosić do Boga nasze modlitwy. Święci nie są po to, żeby dumnie spoglądać na nas z obrazów w kościelnych nawach! Oni przypominają, że choć wcale nie zawsze byli doskonali, to zawsze wybierali miłość! Różnie im to wychodziło. Niektórym szło jak po grudzie. Ba, największym świętym, wcale nie od kołyski było po drodze z Panem Bogiem… Ale nawet w doświadczeniach buntu, odwrócenia się od Boga, zawsze chcieli czegoś więcej, nie zadawalali się bylejakością, nie poprzestawali na miernocie! Przedzieraj się, szukaj, nie ustawaj, źródło musi gdzieś tu być!

Szansą nie do odrzucenia na napełnienie się miłością jest cierpienie. Piszę to bez sielankowego wstępu, bo choć niektórzy próbują używać wielu eufemizmów, łagodnych i miłych słówek na określenie cierpienia, to szczerze trzeba przyznać, że jest ono bólem, trudem, przykrością, czasem bezsilnością i rozpaczą, czymś, co nas przerasta, co zawsze jest zbyt wielkie do uniesienia… To gdzie tu miejsce na słodką miłość? No właśnie, czy miłość, to tylko miodzio, ekstatyczne uniesienia i euforia trwająca bez końca? Wielu tak właśnie by chciało. Pierwsza przeszkoda – koniec miłości. A przecież cierpienie, którego nie da się odłączyć od ziemskiego życia człowieka, jest zaproszeniem do tego, aby człowiek zaczął przerastać samego siebie. Więcej, jest zaproszeniem do wspólnoty i do solidarności. Zwykle ma charakter próby – próby wiary, a często próby miłości. Ostatecznie jednak jest zawsze tajemnicą. Nie da się go zrozumieć odrzucając miłość. A skoro tak, to cierpienie wyzwala w nas zdolność do kochania w sposób, którego sami nie rozumiemy.

Lubisz być z ukochaną w towarzystwie, czy chcesz mieć ją zawsze jedynie dla siebie, na wyłączność?  Jeśli zaznaczasz drugą opcję, to zapytaj dlaczego? Wstydzisz się jej wobec przyjaciół i znajomych? Hmmm… to coś jest nie tak; jeśli zamykasz się z nią tylko sam na sam w czterech ścianach pokoju, albo kurczowo trzymasz za rękę, z obawy, że możesz ją stracić, to znaczy, że co? Boisz się, że ktoś Ci ją zabierze, nie darzysz jej zaufaniem, czy po prostu jesteś skostniałym egoistą? W towarzystwie, w odniesieniach ukochanej osoby do innych, a także do Ciebie, masz okazję poznać ją jeszcze bardziej, jeszcze głębiej; zobaczyć te walory, których nie będziesz miał okazji poznać przy monotonnym byciu „sam na sam”. To jest szansa na Wasz rozwój, na wzrost Waszej miłości!

Pan Bóg zatem zaprasza Cię do wspólnoty. Do bycia razem. Do bycia w Kościele. A niektórzy mówią, że im Kościół do niczego niepotrzebny, że sam może się modlić, że księdzu pluł w ucho nie będzie, że posiedzi sobie kościele na emeryturze, itp., itd… Czy Kościół to tylko księża? Przez sakrament chrztu stałeś się cząstką Kościoła.  Bardzo ważną cząstką. Bez Ciebie, to już nie będzie to samo. Razem jest przecież zawsze raźniej, bezpieczniej, ciekawiej, po prostu – fajniejJ Nawet sam nie wiesz, ile miłości tu na Ciebie czeka! Bycie razem, na modlitwie, na Eucharystii, też we wspólnym zaangażowaniu, we wspólnej pracy… a każdy może tu znaleźć cos dla siebie! :) Jest tyle charyzmatów w Kościele. Razem, naprawdę możemy duuuużo więcej! Wiesz, jaki ogrom dobra możesz odkryć sam w sobie? A każde odkrycie dobra, rodzi miłość! Naprawdę, nie trzeba wiele. Po prostu zwlec swoje ociężałe cielsko i wyjść ku drugiemu!

Odkryj więc wreszcie samego siebie. Skoro jesteś z Miłości, to tam znajdziesz jej całkiem spory zapas. Nie próbuj kochać kogoś, jeśli nie pokochasz siebie – to najbliższa Ci osoba do kochania, spróbuj więc najpierw tu swoich sił.  Zdrowa miłość siebie, która jest mądrą troską o własne dobro, a nie egoistycznym zapatrzeniem w czubek własnego nosa, to naprawdę niezłej jakości motor napędowy, który daje siłę, aby pokochać innych.

To jak? Spróbujesz zatankować? Nie ma na co czekać! Zacznij już dziś!

 

Monika Zając

 

Holy Mary Team

63 posts | 7837 comments

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

UA-57003851-1