Artykuly
20 grudnia 2016

Łaska – nielimitowana i za darmo

share
by Holy Mary Team - 0 Comments
Łaska – nielimitowana i za darmo

Franciszek fenomenalnie dociera z Dobrą Nowiną do tych, którzy są na peryferiach, do ochrzczonych – wykluczonych z życia Kościoła. To dla nich buduje szpital polowy. To im otwiera na całym świecie Bramy Miłosierdzia.

 

Pierwsza spowiedź
Nie pamiętam mojej pierwszej spowiedzi. Bo lunatykując, „wyspowiadałam się” swojemu ojcu. Zbliżała się Pierwsza Komunia Święta, a przed nią spotkanie w konfesjonale. Jak chyba większość dzieci byłam bardzo przejęta tym wydarzeniem. Uczyłam się formułki spowiedzi jak wiersza. Razem z koleżankami wytykałyśmy sobie grzechy, żeby żadna z nas nie miała pustej listy win.

 

Tak bardzo stresowałam się spowiedzią, że w jej wigilijną noc podeszłam do ojca i w półśnie poprosiłam, by wcielił się w rolę księdza. Pełna skruchy powiedziałam, że wbrew zakazowi sama poszłam do stadniny koni i opiekowałam się swoim źrebakiem. Zaznaczyłam również, że nie mogę o tym powiedzieć tacie, ponieważ pogniewałby się na mnie. Oczywiście to wydarzenie następnego dnia stało się zabawną anegdotką rodzinną. A ja przez długie lata katechezy szkolnej, ale też tej przyparafialnej, a potem pod kierownictwem duchowym utwierdzana byłam w obrazie Boga Ojca sprzed lat, czyli tego, do którego przychodzi się bez skazy, by nie narazić się na Jego gniew.
Pierwsza prawda wiary uczy, że Bóg jest Sędzią. Nie Ojcem, nie Stwórcą, nie Miłością wcieloną, ale Sędzią. Być może to właśnie przez położenie akcentu w tym miejscu sami przebaczamy warunkowo. Szufladkujemy siebie wzajemnie na tych „prawdziwych” i „nieprawdziwych” katolików. Dar wolnej woli wpędza nas w skrupuły życia duchowego. Modlimy się za tych, którzy na to zasługują, jak gdyby modlitwa była nagrodą. Chcemy kochać innych, zapominając o kochaniu siebie. A miłosierdzie jest w naszych rękach towarem deficytowym rozdawanym z ostrożnością – według dojrzałości, koloru skóry, wyznawanej wiary, orientacji seksualnej czy też stanu cywilnego.
Teoria i praktyka miłosierdzia
Z tej czarno-białej wizji Boga skutecznie wyrywa nas nieschematyczny papież Franciszek. Przepytuje wiernych z teorii o miłosierdziu, które głosiła Faustyna, a potem Jan Paweł II. I pokazuje jego praktyczny wymiar. Franciszek rewolucjonizuje Kościół obliczem czułej miłości miłosiernej, czyli takiej, która zawsze jest niezasłużona, bezwarunkowa i bezinteresowna (por. AL 298). Jednym z owoców jego misji jest najnowsza adhortacja Amoris Laetitia.

 

Czytam ją trzeci raz z zapartym tchem, za każdym razem podkreślając inne zdania. Franciszek pokazuje nam Boga, który nas przekracza. Kto w swojej nieskończonej dobroci patrzy na człowieka nie przez pryzmat katalogu jego grzechów i słabości, ale przez pryzmat podobieństwa do Stwórcy. To Bóg, który nie ustępuje w poszukiwaniu choćby szczeliny, przez którą mógłby wlać w nasze serca miłosierdzie. To Bóg, który nie brzydzi się naszym życiowym galimatiasem. Który przyjmuje nas takimi, jacy jesteśmy – połamani przez życie. I wreszcie Bóg to Ojciec, ale taki z najprawdziwszego zdarzenia, jaki jeszcze po tej ziemi nie stąpał. Ojciec, który przytula wszystkich i zawsze, bez wyjątku.
Franciszek fenomenalnie dociera z Dobrą Nowiną do tych, którzy są na peryferiach, do ochrzczonych – wykluczonych z życia Kościoła. To dla nich buduje szpital polowy. To im otwiera na całym świecie Bramy Miłosierdzia. To o nich mówi: „Kościół musi bacznie i z troską towarzyszyć swoim dzieciom najsłabszym, naznaczonym miłością zranioną i zagubioną, przywracając nadzieję i zaufanie, jak światło latarni morskiej czy też pochodnia wniesiona pośród ludzi, by oświecić tych, którzy stracili kurs czy też są w samym środku burzy” (AL 291).
Ostatnia spowiedź
Franciszek ćwiczy mnie w wyobraźni serca. Jeszcze nie tak dawno pisałam artykuły i prowadziłam facebookowe dyskusje, których dziś się wstydzę. Wpadałam w pułapkę pewności, że „moja racja jest mojsza”, że wiem, co zrobiłabym na czyimś miejscu, choć na samą myśl bycia w tym miejscu dostawałam gęsiej skórki. Z lekkością moralizowałam, a sama kryształowa nie jestem.

 

Jeszcze kilka lat temu czytając w adhortacji o tzw. nieregularnych związkach, które należy otoczyć nie tylko troską, ale też włączyć w działania parafii, prawdopodobnie zareagowałabym alergicznie, czując się podświadomie jak starszy brat z przypowieści o synu marnotrawnym. Bo przecież jeszcze nie tak dawno Bóg był dla mnie Sędzią, a do sędziego przychodzi się po wyrok, a nie po miłość. Bo przed sędzią trzeba walczyć o swoje, udowadniać swoją niewinność i zbierać dowody na winę brata. Franciszek zmienił moją optykę. Dzięki niemu poznałam miłosiernego Ojca, którego łaska jest nielimitowana i zupełnie za darmo.
To lekcje Franciszka sprawiły, że swoją ostatnią spowiedź pamiętam doskonale. Moją motywacją do zgięcia kolan nie był lęk, a fakt, że jestem kochana dosłownie za nic. Taką samą nadzieję w adhortacji o miłości w rodzinie dostali małżonkowie, którzy weszli ponownie w związki cywilne. Nadzieję na to, że nie są milionową, gorszącą masą, ocenianą jedną miarą. Nadzieję na to, że ich osobiste doświadczenie może być ubogacające dla wspólnoty, bo „gdzie wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlazła się łaska”. Nadzieję na to, że ich osobista historia życia ma dla Kościoła znaczenie i sens w duszpasterskim rozeznaniu wszystkich tych okoliczności, które mogą wpłynąć na zmniejszenie odpowiedzialności moralnej. To nic innego jak ukazanie światu Boga Ojca, który kocha za nic i z największego zła może wyprowadzić dobro.
Jestem wdzięczna Franciszkowi za przypomnienie mi, że do Boga mogę przyjść pełna skaz, a On nie będzie się gniewał.
#dziękiFranciszku

Natalia Białobrzeska – żona i mama, szczęśliwa kura domowa

Fot. Grzegorz Gałązka / galazka.deon.pl

Holy Mary Team

60 posts | 2313 comments

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

UA-57003851-1