Artykuly
29 maja 2015

Największa jest Miłość ( 1 Kor 13, 13)

share
by Holy Mary Team - 0 Comments
Największa jest Miłość  ( 1 Kor 13, 13)

„Miłość” – słowo, które budzi tyle różnych emocji… Moja najstarsza córka (12 lat) na jego dźwięk się czerwieni jak burak, młodsza (8 lat) zaczyna chichotać, a najmłodsza (0,25 roku) otwiera szeroko oczy, nie wiadomo czemu wpatrując się nimi w dekolt mamy… Tymczasem mało kto wie, że u pradawnych Słowian słowo „meilos” – bo tak wtedy jeszcze brzmiało, nie kojarzyło się z niczym ani śmiesznym, ani dobrym, tylko raczej… z brakiem złego. „Meilos” – to był ktoś, kogo można minąć spokojnie, przejść obok, nie dobywając broni.

W owych czasach, kiedy cywilizacja nie wykształciła jeszcze do końca reguł współżycia społecznego, wcale nie było to takie oczywiste. Dlaczego miałbym minąć kogoś spokojnie, nie dobywając broni? Skąd mam wiedzieć, czy ten ktoś nie wbije mi dzidy czy wideł w plecy. Cóż więc stało się od tego czasu, że dzisiaj coraz rzadziej rzucamy się sobie do gardła w walce o pożywienie, bogactwa, terytorium, kobietę/mężczyznę? Dlaczego jesteśmy gotowi oddać coś innym, jesteśmy zdolni do dobrowolnej rezygnacji, bez przymusu i poddawania się fizycznej przewadze?

Można zaryzykować stwierdzenie, że w momencie, kiedy zaczęliśmy kochać, przestaliśmy być wrogimi sobie zwierzętami. Nauka od wieków próbuje rozwikłać zagadkę kiedy, a przede wszystkim dlaczego to nastąpiło. Nie przeszkadzajmy Panom Profesorom… niech się kłócą, czy to hormony, czy feromony, czy jakieś inne „-ony”. My, Chrześcijanie, już wiemy, wyjawił nam to święty Jan: „Bóg jest miłością” (1 J 4, 8)! Inaczej mówiąc: wiemy, że nic nie wiemy, a w dodatku nigdy się nie dowiemy. Miłości po prostu nie da się wytłumaczyć, tak, jak nie da się pojąć Boga.

Nie będę więc tłumaczył. Podzielę się tylko kilkoma spostrzeżeniami, tak, jak dziecko, które zachwyca się pięknym zachodem słońca, nie wiedząc nawet, że ziemia jest kulą.
Skoro Bóg jest miłością, to znaczy, że (o biada Wam, romantycy!) …prawdziwa i pełna miłość na Ziemi nie istnieje. Istnieje tylko jej daleki odblask, marne odbicie, zniekształcone i wykrzywione. Nikt nie może spotkać się na Ziemi twarzą w twarz z całą potęgą Boga. Ale jaka ta prawdziwa miłość musi być, skoro te jej marne odbicie popycha nas do czynów wielkich! Skoro Sobieski wygrał pod Wiedniem, aby jak najszybciej wrócić do swojej Marysieńki, Fryderyk Chopin tworzył swoje koncerty fortepianowe pod wpływem miłości, a nawet – jak głosi plotka – przystojni panowie z disco-polowego zespołu Weekend napisali w stanie zakochania swój największy hit „Ona tańczy dla mnie” – to wyobraźcie sobie sami, jakie miłosne rozkosze czekają nas w Niebie, gdzie ujrzymy prawdziwe oblicze Miłości!

Mimo, że na Ziemi miłości idealnej nigdy osiągnąć nie zdołamy, musimy robić wszystko, aby ją pielęgnować – uczy nas z kolei św. Paweł w Hymnie o Miłości. Właśnie tam nazywa ją największą cnotą Chrześcijanina: „Z nich zaś największa jest miłość”. (1 Kor 13, 13). Natomiast w poprzednich wersach dość dobitnie wraził się o różnych „cymbałach” i „miedzi brzęczącej”, którzy miłości nie posiadają.

W takim razie pielęgnujmy miłość – ale którą? Wystarczy wejść na Wikipedię, aby przekonać się, że ludzie mają tendencję do komplikowania rzeczy prostych. Autor wpisu, powołując się na setki badań, wyróżnia aż siedem różnych miłości (agape, miłość chrześcijańska, dworska, erotyczna, platoniczna, romantyczna i własna). Konia z rzędem temu, kto prawidłowo sklasyfikuje: którą „miłością” kieruje się mniszka, zrywająca się o bladym świcie, aby oddać cześć Bogu, a którą matka, która po nieprzespanej nocy o piątej rano karmi i bawi swoje dziecko? Czy mąż i żona, zamykając drzwi od swojej sypialni, kierują się miłością romantyczną, erotyczną czy chrześcijańską?

Powracając do rozważań etymologicznych, prasłowiańskie „meilos” w średniowieczu przyjęło formę współczesnej „miłości”, ale wtedy, w XV wieku, troszkę inaczej to słowo odbierano. Ówczesna miłość to przede wszystkim litość, miłosierdzie. Niestety dzisiaj, gdy mąż krzyczy do żony „litości!”, a ona odpowiada „no zmiłuj się nade mną!” – nie świadczy to najlepiej o ich związku. Tak zwana „nowoczesna” miłość to uczucie, które ma przede wszystkim dać MI satysfakcję – jak nie daje, to zawsze można znaleźć nowszy model. Litość i miłosierdzie kojarzy się nam niestety raczej z pogardą, czy przynajmniej poczuciem wyższości nad drugą osobą. Tymczasem dobrze by było, abyśmy – kochając się nawzajem – myśleli o tej drugiej osobie: „Ja to mam super życie, moje problemy to pryszcz, w porównaniu z Twoimi kłopotami. Jak Ci pomóc?”.

Właśnie takie podejście – pełne miłosierdzia – promuje Jezus, cytowany przez św. Mateusza, a ten z kolei całkiem niedawno(23 listopada) cytowany był w każdym kościele na niedzielnej mszy świętej: „Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata! Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie.” (Mt 25, 34-36).

Warto jednak przy tej okazji zwrócić uwagę na pewną bardzo ważną cechę miłości, która wynika z tej przypowieści. „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25, 40). Każdy głupi urządziłby niezłą ucztę, gdyby do drzwi zapukał Jezus, przedstawił się i powiedział: „Masz coś w lodówce? W zamian obiecuję wieczne szczęście!”. Każdy polityk lubi podnieść sobie słupki, przecinając wstęgę na nowo zakupionym sprzęcie szpitalnym, każdy celebryta gotowy jest kupić biednym dzieciom zabawki czy książki do szkoły, pod warunkiem, że napiszą o tym na pierwszej stronie gazet. Tymczasem miłość musi być bezinteresowna, przy czym nie chodzi o to, że nie może być nagradzana – byłoby wręcz dobrze, gdyby ludzie cenili miłość – ale ten, kto kocha prawdziwie, nie biegnie rano do kiosku z gazetami, aby upewnić się, na którą stronę trafił jego gest miłosierdzia.

I jeszcze jedno: miłość kojarzy nam się z uczuciem radosnym. Czy miłość, zdefiniowana jako litość i miłosierdzie, jako bezinteresowne poświecenie się innym, nadal może być radosna? Ależ oczywiście! Dla kogoś, kto kocha naprawdę, wszelkie niedogodności schodzą na drugi plan. Wystarczy popatrzyć na zakonników, którzy o piątej rano, w zimnym kościele, intonują wspólną radosną pieśń na część Pana, na lekarza ocierającego pot z czoła po długiej, trudnej operacji, albo na moją żonę – uśmiechniętą od ucha do ucha, gdy po trudnym dniu, dobrze po północy , nasza 3-miesięczna Marysia radosnym „aaouuu!” oznajmia, że właśnie się wyspała i ma ochotę na zabawę!

Miłość to takie dziwne zachowanie gatunku homo sapiens, który czasami nie tylko nie broni do upadłego swojej zdobyczy, swojego spokoju, swojego terytorium, ale oddaje innym to, co ma najcenniejszego. W dodatku najwyraźniej potrafi z tego czerpać przyjemność!

Autor Michał Zazula

Holy Mary Team

59 posts | 1831 comments

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

UA-57003851-1