Artykuly
15 listopada 2016

Papież jest dla wszystkich

share
by Holy Mary Team - 0 Comments
Papież jest dla wszystkich

Kocham papieża Franciszka. Kocham go za bezpośredniość; niestrudzone robienie nam wszystkim stałych rekolekcji z tego, co to znaczy być chrześcijaninem; za otwartość na każdego człowieka i za wiarę w potęgę miłosierdzia.

 

Jego poprzedników też kocham, każdego inaczej. Jana Pawła II właściwie cały czas uczę się kochać, bo to mój pierwszy papież i wychowywałem się w jego cieniu, jak zresztą całe moje pokolenie. Pierwszy papież jest Papieżem przez duże P, bo zwyczajnie nie znasz innego i jako taki pozostaje najbardziej zakryty całą otoczką powszedniości swojego życia. Nie wyobrażasz sobie życia z innym papieżem, choć o innych słyszałeś, zatem zachowujesz pewien dystans do tej postaci. Sam zacząłem go odkrywać na poważnie dopiero kiedy zmarł i to naprawdę fascynująca podróż. Benedykta XVI kocham za pokorę, która towarzyszyła jego pontyfikatowi od pierwszych chwil, aż po kres; za ekonomię społeczną i za jego wielkie przywiązanie do Soboru Watykańskiego II czytanego nie przez pryzmat pojedynczych dokumentów, ale całego ruchu reformy. Wreszcie za świadomość kryzysu, w którym znajduje się Kościół i za odwagę powiedzenia sobie samemu, że już nie dam rady. Wielu tego ostatniego nie rozumie, ale dla mnie to ogromna cnota, jedna z najtrudniejszych do wyrobienia. Jednak każda osoba przywiązana do Kościoła jako takiego może popełnić potężny błąd: tak się w papieżu zakochać, że bądź go strywializuje (kremówki Jana Pawła II, czarny sweterek Benedykta czy buty Franciszka); bądź też założy nowy kościół, w którym Bogiem przestaje być Jezus, a staje się nim ulubiony papież.
Rano śledziłem z oddali wizytę w Częstochowie. Bardzo mnie ona cieszyła, bo umożliwiła uczestnictwo w krótkiej wizycie papieża także tym osobom, które do Krakowa nie mogą dojechać, a które dużo zrobiły w diecezjach w trakcie okresu przygotowawczego. Ucieszyło mnie także słowo skierowane do uczestników liturgii. Zwłaszcza to, że po wczoraj można było odnieść wrażenie, że pewnym moim rodakom Światowe Dni Młodzieży pomyliły się z Polskimi Dniami Sporów Politycznych. Niekontrowersyjne przemówienie Franciszka na Wawelu tak przemaglowało głowy niektórych komentatorów, że nic tylko czekać poruszenia np sytuacji Trybunału Konstytucyjnego czy otwarcia szafy Kiszczakowej. Dodatkowo oczekiwania mogły być w uzasadniony sposób napompowane, wszak msza miała uświetnić obchody 1050-lecia chrztu Polski. Pamiętajmy – papież nie przyjechał tutaj tylko dla Polaków. Ktoś może powiedzieć, że wyolbrzymiam, ale to są głosy, które słychać co jakiś czas. Nie oczekujmy, że Franciszek i jego następcy będą się uczyli polskiego, bo tak się nam zdarzyło, że wychowaliśmy się przy papieżu z Polski (tutaj wielki szacunek dla Benedykta XVI, który się bardzo starał, a i tak w pamięci wielu pozostał z łatką “Pozdrawiam was ciule”). Papież jest jeden dla całego świata, bo zastępuje docześnie właściwą głowę Kościoła, czyli samego Jezusa. A ten przyszedł do wszystkich.
Dlatego Franciszek zamiast koncentrować się na sytuacji lokalnej, woli zajmować się przypominaniem chrześcijańskich wartości oraz głoszeniem Ewangelii. Papież przywołał wymiar historyczny, gdy mówił o tym jak Bóg działa przez historię. Ta nie ma tylko wymiaru narodowego, ale ogólny – to dzieje zbawienia. Bóg zbawia, będąc “małym, bliskim i konkretnym”. Działa przez “prostaczków”, którzy dzięki silnej i szczerzej wierze wchodzą w czułą relację z nim, a dalej z innymi ludźmi. Ich akty nie muszą być spektakularne w oczach świata, ale stają się krokami milowymi w perspektywie drogi do Niego. To oni w konkretnym działaniu głoszą Królestwo Boże, nie zaś zastępy bohaterów, królów czy polityków. Papież zwracał na to uwagę mówiąc o polskiej historii, którą opisuje jako losy rodzin przekazujących sobie przez pokolenia wartości, a są nimi “działać w małości i w bliskości towarzyszyć, z prostym i otwartym sercem”.
Popołudniu uczestniczyłem w Światowych Dniach Młodzieży już nie zdalnie, lecz na krakowskich Błoniach. Po kilku dniach tropikalnych upałów wreszcie przyszedł deszcz orzeźwiający Kraków. Wprawdzie umówiłem się z wyprzedzeniem z kumplem na wspólne udanie do sektorów, ale okazało się to absolutnie niewykonalne. Pomimo deszczu kolorowe peleryny pielgrzymów zapełniły miasto, zaś spacer przerodził się w mozolne, samotne przedzieranie na Błonia. Mimo tego niespotykanie trafiło mi się wielkie szczęście. Idę główną aleją między sektorami C i B, ołtarz coraz bliżej, a ja już się witam z gąską, gdy wtem policja zabezpieczająca wydarzenie aleję zamyka. Jestem prawie przed bramką, nie do końca wiem o co chodzi, ale okazuje się, że droga została zamknięta, bo ma nią jechać Franciszek. I jak wczoraj widziałem tylko cień jego dłoni, tak dziś zobaczę go w pełni. Dla wielu to może być niezrozumiałe przeżycie, ale pamiętam wyprawę na pielgrzymkę Benedykta do Pragi i moje podniecenie na sam widok dachu papamobile. Stojący za mną też są przeszczęśliwi, ale radość trwa dokładnie tyle ile przejazd papieża, bo zaraz po nim rusza lawina skarg na policjantów. “Dlaczego nie otwierają? Nie po to załatwiałem/łam wejściówkę VIP, żeby teraz moknąć! Panie władzo niechże Pan dzwoni do szefa kiedy otworzą! Nie wiadomo kiedy? To co Pan robisz?” i tym podobne. Ludzie, tak jak wczoraj zachęcałem do dziękczynności dla porządkujących Kraków, tak dziś błagam o szacunek dla policji, straży pożarnej, harcerzy i wojska. Ci goście przyjechali zewsząd żeby zabezpieczyć wydarzenie i żeby nikomu się nic nie stało. Mają ciężką harówę na pełnych obrotach, to oszczędźmy im tych zażaleń i podziękujmy za dzielną posługę.
To przypomina mi o jeszcze jednej istotnej sprawie. W ostatnich dniach pisałem dużo dobrego o Światowych Dniach Młodzieży. Ciągle uważam ten czas za absolutnie wspaniały, ale przypomina mi także negatywne doświadczenia z podobnych przedsięwzięć. W telewizji tego nie widać, operatorzy zręcznie wychwytują wzruszone, piękne twarze, ale takie mroczne oblicze samo wychodzi, choć dzięki Bogu stanowi mały odsetek. Nadal nie rozumiem tego dlaczego ludzie w sektorach są w stanie jeść, gadać, czy po prostu spać. Nie rozumiem, jak można tłumnie opuszczać imprezę, gdy właściwie się jeszcze nie zaczęła, na zasadzie: “No byłem, to już odbębnione”. To nie o to w tym chodzi. Nawet jeśli nie udało się komuś zaopatrzyć w radio, to przeczyta to, co powiedział papież za godzinę czy dwie. Ale niech da mu dojść do głosu. Bo papież miał bardzo, bardzo wiele ważnego do powiedzenia. Nie będę streszczał popołudniowego przemówienia, nie dam rady, to jest chyba nawet niewykonalne. Czytajcie całość – to piękna mowa, które musi trafić do serca każdego – niezależnie od wieku. I miejcie siłę do otwarcia serc na miłosierdzie – do pełnego życia, które w nim rozkwita.

 

Karol Kleczka, deon.pl | Fot. PAP/Marcin Obara

 

Holy Mary Team

60 posts | 2313 comments

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

UA-57003851-1